...Nasz Szpieg Fotograf donosi:
http://picasaweb.google.pl/lufka88/WSK2008
qba
ps1 dzienx, SZPIEGU :-)
ps2 JCF tlumaczy Dorota Kwinta, tlumaczka Kapeli :-)
ps3 za obiektywem Szatanka :-)
wtorek, 18 marca 2008
środa, 12 marca 2008
poniedziałek, 10 marca 2008
…from Portugal, with love 04
pRzYpAdKi portugalskie z Portugalii
Wanya: escala em Orongo/ Wanya: lądowanie w Orongo to jeden z tych komiksów, które portugalscy spece uważają za pozycję klasyczną. Jest to historia pewnej kobiety (tytułowa Wanya), która przemierza kosmos, realizując przy tym misję: niesie pomoc innym cywilizacjom. Ląduje na pozornie niezamieszkanej planecie i stopniowo odkrywa jej tajemnice. W wyniku agresywnej polityki sprzed lat, cywilizacja Orongo została prawie unicestwiona. Ludność żyła uzależniona od boga, którego macki sięgały wszędzie i kontrolowały wszystko, ale też pozwoliły garstce ludzi przetrwać w stanie zbliżonym do hibernacji. Wanya pojawia się, aby ci ludzie mogli powrócić na powierzchnię swojej planety i odtworzyli cywilizację na jej zdziczałej powierzchni. Symboliczne przebudzenie rozpoczyna się od stosunku seksualnego, który Wanya odbywa z Uhrem, personifikacją czasu… Autorem scenariusza tej niesamowitej opowieści jest Augusto Mota, a rysownikiem Nelson Dias. Jest to komiks o tyle niezwykły, że powstał w roku 1973, w czasach kiedy w Portugalii królowały opowieści historyczne lub adaptacje wielkiej literatury. Wyróżnia się stroną graficzną, niezwykle dopracowanymi rysunkami w czerni i bieli. Przypominają one czasami graficzne popisy naszego Marka Turka (wg. niektorych to istny Druillet). Nie są jednak aż tak wyraźnie wykadrowane. Przenikają się wzajemnie, plany bliższe i dalsze mieszają się ze sobą, a wszystko jest gdzieniegdzie przyozdobione tajemniczymi wzorkami z kwiatów. Takie kadrowanie oraz mocno poetycki tekst, który towarzyszy rysunkowi, wymagają sporego zaangażowania ze strony czytelnika. Ale warto. Piszę o tym tytule jako o komiksie, choć jest to rzecz wykraczająca poza ramy gatunku. Najtrafniej chyba określił to niewątpliwie dużego kalibru dzieło Rui Zink (scenarzysta komiksowy, autor publikacji na temat komiksu, pracownik naukowy Universidade Nova de Lisboa). Napisał o nim: poemat audiowizualny. Bardzo udany poemat audiowizualny, należałoby dodać. Na tyle, że po 35 latach od pierwszego wydania wydawnictwo Gradiva zdecydowało się go wznowić. Nie wydaje mi się, żeby jego uniwersalne przesłanie antywojenne straciło cokolwiek ze znaczenia przez ten czas.
qba
ps obrazki tutaj: http://wanya-escalaemorongo.blogspot.com/
Wanya: escala em Orongo/ Wanya: lądowanie w Orongo to jeden z tych komiksów, które portugalscy spece uważają za pozycję klasyczną. Jest to historia pewnej kobiety (tytułowa Wanya), która przemierza kosmos, realizując przy tym misję: niesie pomoc innym cywilizacjom. Ląduje na pozornie niezamieszkanej planecie i stopniowo odkrywa jej tajemnice. W wyniku agresywnej polityki sprzed lat, cywilizacja Orongo została prawie unicestwiona. Ludność żyła uzależniona od boga, którego macki sięgały wszędzie i kontrolowały wszystko, ale też pozwoliły garstce ludzi przetrwać w stanie zbliżonym do hibernacji. Wanya pojawia się, aby ci ludzie mogli powrócić na powierzchnię swojej planety i odtworzyli cywilizację na jej zdziczałej powierzchni. Symboliczne przebudzenie rozpoczyna się od stosunku seksualnego, który Wanya odbywa z Uhrem, personifikacją czasu… Autorem scenariusza tej niesamowitej opowieści jest Augusto Mota, a rysownikiem Nelson Dias. Jest to komiks o tyle niezwykły, że powstał w roku 1973, w czasach kiedy w Portugalii królowały opowieści historyczne lub adaptacje wielkiej literatury. Wyróżnia się stroną graficzną, niezwykle dopracowanymi rysunkami w czerni i bieli. Przypominają one czasami graficzne popisy naszego Marka Turka (wg. niektorych to istny Druillet). Nie są jednak aż tak wyraźnie wykadrowane. Przenikają się wzajemnie, plany bliższe i dalsze mieszają się ze sobą, a wszystko jest gdzieniegdzie przyozdobione tajemniczymi wzorkami z kwiatów. Takie kadrowanie oraz mocno poetycki tekst, który towarzyszy rysunkowi, wymagają sporego zaangażowania ze strony czytelnika. Ale warto. Piszę o tym tytule jako o komiksie, choć jest to rzecz wykraczająca poza ramy gatunku. Najtrafniej chyba określił to niewątpliwie dużego kalibru dzieło Rui Zink (scenarzysta komiksowy, autor publikacji na temat komiksu, pracownik naukowy Universidade Nova de Lisboa). Napisał o nim: poemat audiowizualny. Bardzo udany poemat audiowizualny, należałoby dodać. Na tyle, że po 35 latach od pierwszego wydania wydawnictwo Gradiva zdecydowało się go wznowić. Nie wydaje mi się, żeby jego uniwersalne przesłanie antywojenne straciło cokolwiek ze znaczenia przez ten czas.
qba
ps obrazki tutaj: http://wanya-escalaemorongo.blogspot.com/
czwartek, 6 marca 2008
...from Portugal, with Love 03
Errata do poprzedniego posta: Corvo Louro Tutaj znajdziecie fotografie i ilustarcje autora Kruka.
qba
qba
środa, 5 marca 2008
…from Portugal, with love 02

pRzYpAdKi portugalskie z Portugalii
Tym razem z małym akcentem polskim. Luís Louro jest autorem, którego bardzo lubię. Ma swój styl rysowania, który ewoluuje na przestrzeni lat (a trzeba zaznaczyć, iż jest to autor ze sporym stażem i dorobkiem komiksowym), ale pozostaje łatwo rozpoznawalny. W zasadzie w każdym jego komiksie są jakieś gołe baby (pewnie za to lubię autora najbardziej, heh), ale erotyzm jest lekki i w sumie w dobrym smaku. Luís Louro stworzył między innymi postać antysuperbohatera, obrońcy Lizbony. A imię jego Corvo/ Kruk. Dlaczego Kruk? Dlatego, że ten ponury i dostojny ptak znajduje się w herbie miasta (zaryzykuję stwierdzenie, że powinien być to raczej gołąb, bo tych cholernych ptaków w Lizbonie jest zdecydowanie więcej niż kruków). A przebiera się za niego pewien bardzo zamknięty w sobie młodzieniec, który wiele wycierpiał w dzieciństwie (między innymi był napastowany przez pewną wiejską damę). Jest on wielbicielem komiksów i klinicznym przypadkiem tego, co dzieje się z tymi, którzy opowieści o superbohaterach biorą zbyt na serio. Zawsze chce dobrze, chce pomagać, ale też zawsze mu to nie wychodzi. Albo wychodzi inaczej niż planował. Powiedzmy, że ma on często problem z oceną sytuacji. Do tej pory ukazały się trzy części tej parodii komiksów suberbohaterskich: Kruk, Powrót Kruka, Kruk- Więzy Rodzinne. Oczywiście główny bohater ma pomocnika, z którym przemierza dachy lizbońskich domów. Jest nim lśniący, czerwony rower… Robin. Luís Louro zgrabnie żongluje nawiązaniami do znanych komiksów. Mamy tutaj sporo drwin ze Spawna, trochę z Batmana i wielu innych, których nie sposób wymienić. Ale oprócz zabawy ze stereotypami superbohaterskimi, jest w tym komiksie coś więcej. Równie ważnym jak same postaci elementem jest miasto, a w zasadzie jego stara część, Alfama, którą rysownik ilustruje z upodobaniem, oddając bardzo wiernie jej charakter (w zeszłe wakacje, przeciskając się tamtejszymi wąskimi uliczkami, dotarliśmy ze znajomymi do małego placyku, gdzie siedział sobie pewien jegomość, a po placyku zasuwała…kura (albo to był kogut? Nie pamiętam już dobrze)! A to wszystko jakieś 10 min. piechotą od centrum miasta, heh). W trzeciej części sagi o Kruku główny bohater poznaje swoją miłość, Czarną Wdowę. To kobieta, która przywdziewa strój jak z filmu S/M i waży trochę ponad przeciętną. Osią opowieści jest casting na superbohatera (jednym z jurorów jest Geraldes Lino, postać bardzo znana i zasłużona dla portugalskiego środowiska komiksowego, organizator, od ponad 20 lat, comiesięcznych spotkań komiksowych w Lizbonie). Z tego powodu pojawia się w mieście wielu świrów w trykotach. Jednym z oryginalniejszych jest Gołąb, którego główną mocą jest umiejętność, za przeproszeniem, srania na co popadnie, lol. Wszystkie albumy zostały wydane w twardej oprawie. Scenariusz do trzeciej części napisał niejaki Nuno Markl, który na ogół pisze scenariusze na potrzeby portugalskiej telewizji publicznej. Jako jeden z materiałów dodatkowych umieszczono w trzecim albumie serii korespondencję mejlową, jaką wymienili ze sobą podczas tworzenia komiksu dwaj autorzy. Roboczym imieniem jednej z postaci było słowo KONIEC, które rysownik zapamiętał z kreskówek ze wschodu, puszczanych w latach propagandy sukcesu w portugalskiej telewizji (animatorem tego przedsięwzięcia był Vasco Granja, kolejna wielka postać w historii nie tylko komiksu portugalskiego, ale także, i chyba przede wszystkim, tutejszego kina animowanego). Twierdzi on, że to po czesku, ale co tam, może akurat zapamiętał je z jakiejś polskiej kreskówki?
qba
poniedziałek, 3 marca 2008
...from Portugal, with love 01

pRzYpAdKi portugalskie z Portugalii
No, wreszcie. Myślałem, że wszystko, co José Carlos Fernandes narysował i napisał będzie mi się podobać. Znacie to uczucie, jestem pewien, kiedy nazwisko danego autora jest dla Was wyznacznikiem jakości. Kiedy kupujecie kolejne jego komiksy w ciemno, przekonani, że zostaniecie uraczeni czymś, co Wam się spodoba. I jak tak myślałem, kiedy znalazłem na półce pewnej lizbońskiej księgarni komiks A REVOLUÇÃO INTERIOR. À PROCURA DO 25 DE ABRIL/ WEWNĘTRZNA REWOLUCJA/ W POSZUKIWANIU 25 KWIETNIA. W 26 rocznicę Rewolucji Goździków (bezkrwawy przewrót, który w 1974 roku definitywnie zakończył epokę Estado Novo/ Nowego Państwa, idei konsekwentnie wprowadzanej w życie przez Salazara aż do roku 1968, kiedy spadł z krzesła i upadł na głowę- w zasadzie to na głowę upadł znacznie wcześniej- i faktycznie przestał rządzić w Portugalii) ukazał się komiks, który- według scenariusza João Ramalho Santosa i João Ramalho Lameirasa- narysował znany nam dobrze JCF. Jest to próba przybliżenia w atrakcyjnej formie jednego z najważniejszych w historii Portugalii wydarzeń, ale według mnie nie do końca udana. Wielokrotnie w czasie lektury czułem się zmęczony tym wykładem historycznym. Owszem, idea mówienia o Rewolucji Goździków jest jak najbardziej godna pochwały, ale konkretyzacja tego pomysłu pozostawia sporo do życzenia. Otrzymujemy, niestety, komiks przeciętny. Jest tu fajny pomysł- tata fotograf opowiada synowi o wydarzeniach sprzed lat, których był uczestnikiem, ale przybiera to formę dosyć ciężką. Wszelkie żarty wydają mi się wymuszone (tak jakby autorzy zdawali sobie sprawę, że trzeba trochę opowieść odciążyć w pewnych momentach), a graficznie niestety również jest tak sobie. Widziałem na co stać JCF i niestety tutaj nie zbliżył się on do szczytu swoich możliwości. To wszystko pokazuje jak trudnym gatunkiem jest komiks historyczny. Zastanawia mnie trochę jedno: JCF ma na swoim koncie tzw. komiksy edukacyjne (bardzo udane zresztą, w których przestrzega przed nadużywaniem alkoholu) i wie jak w atrakcyjnej formie przekazać trudne treści. Tym razem jednak stworzył komiks przeciętny. Czyżby to wina scenarzystów? Ciężko w to uwierzyć, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż obaj uchodzą za znawców komiksów, i obaj są poważanymi krytykami w tej dziedzinie. A więc co zawiodło? Nie wiem, być może zbyt duże oczekiwania z mojej strony względem tego komiksu?
qba
Subskrybuj:
Posty (Atom)



