
Dawno już tego tasiemca nie było, ale powraca. Z zamiarem napisania o kilku komiksach kolejnych autorów portugalskich znanych już polskiemu czytelnikowi (Fazenda/Brito) nosiłem się długo. A teraz, za jednym zamachem wypełnimy (ja i mój zły brat bliźniak) dwie kolumny: zainicjowane niedawno Zbliżenia i pRzYpAdKi portugalskie.

Ni pies, ni wydra!/Nem carne, nem peixe! (Polvo 2000) to mały albumik, zbierający 3 historyjki. W pierwszej, „Obłąkana dynia”, tytułowa dynia przejmuje kontrolę nad ciałem pewnego przechodnia i postanawia się trochę zabawić. Jak każdy arcyłotr, również i dynia zdradza swojemu hostowi straszliwy plan opanowania jego mózgu… Ale nasz bohater znajduje sposób na pozbycie się pasożyta. Tylko, że ten powraca i to ze zdwojoną siłą, a jego zemsta jest straszna i łóżkowa. W kontekście zbliżającego się Halloween ta historyjka niech będzie dla Was przestrogą. A wiecie, że za publiczne rozdeptanie dyni można stanąć przed sądem? Ja też nie wiedziałem :lol:

Z kolei „Dziwne apetyty” pokazują nam jakie niebezpieczeństwa czyhają na miłośników zapingu i truskawek, a w zasadzie truskawkowych koktajli. Ta historyjka oraz zamykające albumik przygody „El Bruto… in action!” operują tylko obrazem i świetnie go uzupełniającymi onomatopejami. El Bruto to postać, której przygody Pedro Brito tworzył także poza omawianym albumikiem. Niech dowodem na to będzie opublikowana niedawno na blogu autora jednoplanszówka, która pierwotnie ukazała się w dodatku komiksowym Zonaste! (dodatku do hiszpańskiego pisma kulturalnego Zona de Obras #17), i którą prezentujemy w tłumaczeniu polskim w ramach Zbliżeń. Styl inny niż w Ni pies, ni wydra!/Nem carne, nem peixe!, ale humor podobny. El Bruto to taki nieudany superbohater, który chce pomagać, ale wychodzi mu to słabo: kieruje swą pomoc do osób, które tego nie potrzebują (staruszka tylko sprawia wrażenie, że chce przejść przez ulicę, a odgłosy dobiegające z mieszkanka pewnej kamienicy okazują się nie być odgłosami popełnianego przestępstwa, a pewnych wyrafinowanych zabaw SM) i w tym elemencie przypomina innego samozwańczego superbohatera- opisywanego już na pRzYpAdKiEm Kruka/O Corvo. El Bruto jest zabawny, bo i o to przecież chodzi (o zabawę) niezliczonej liczbie komiksiarzy, kiedy odreagowują nabijając się z lateksowców.

Albumik do szybkiej lektury i do pośmiania się. Humor trochę z pogranicza sennych wspomnień/eksperymentów z substancjami pochodzenia niekoniecznie organicznego. Za to dynia i truskawki są tutaj jak najbardziej organiczne. No i najważniejsze jest to, że Pedro Brito udowadnia swój talent także jako rysownik (prosta, odszczegółowiona kreska) i komiksowy opowiadacz, wyjątkowo sprawnie prowadząc narrację i dopasowując jej tempo to dynamicznych i szybkich żartów. Być może kiedyś całość… Ale to już historia na później. Muszę kończyć, bo od wczoraj spałem 3 godziny, a dziś ostatni dzień Horrorfestivalu i warto się trochę zdrzemnąć (wczoraj cały wieczór festiwalowy to łącznie ponad 7 godzin spędzonych w kinie na oglądaniu rzezi na ekranie… W związku z wystawianiem mojego mózgu na taka dawkę krwi, golizny i ich mieszanki, nie zdziwi mnie już nic w moim zachowaniu i gustach oraz reakcjach na pewne zdecydowanie chore komiksy…)
Qba
Pssst! Historyjka o zombiakach opublikowana, jak zwykle, za pisemną (mejlową) zgodą autora
Pssst!! Piła V- pójdźcie na ten film koniecznie! Miałem obawy, ale daje radę. Dobroć.














