PKP potrafi człowiekowi dopiec. W tym roku miałem w miarę lajtowe przygody z przewoźnikiem, ale nie obyło się bez wpadek. Np. wracając z rowerowego objazdu swoich stron, tj. ponieckich, w Poznaniu trafiliśmy na ludzi powracających z Woodstocku. Skończyło się na tym, że zamiast dwóch godzin, siedzieliśmy na dworcu (Zachodnim, bo z niewiadomych przyczyn Główny ma teraz przerwę techniczną od północy do 4 rano... Jakoś nie pamiętam, żeby kiedyś taka przerwa była konieczna...) ponad 5. O dostaniu się do pierwszego pociągu do Wawy z rowerami mogliśmy pomarzyć, a następny... szkoda gadać - brak warunków do przewozu bicykli i miejscówka przy kiblu. Ale pociąg nowoczesny, że hoho!
Po rowerowaniu w okolicach Augustowa (nigdy więcej nie zamierzam tam nocować, tak fatalnego kurortu dawno nie widziałem...), powrót pekapem z Suwałk też okazał się ciężki - miejscówka na korytarzu w rowerowym i mandacik za spokojne i kulturalne spożywanie piwa w miejscu publicznym od głupiego sokisty. Fajnie, a jak kibice Śląska wracali po meczu, to sokiści stali i się patrzyli na demolkę, a konduktorzy się pochowali, zamiast wzywać policję.
Na trasie z Wrocka do Katowic płaciłem bezpośrednio konduktorowi. Obyło się bez biletu, if u know what I mean ;-)
A teraz PKP ogłasza konkurs na nazwy pociągów. Pomyślałem sobie, że mimo wszystko może warto pozgłaszać nazwy komiksowe, hę? Propagujcie wieść, gdzie się da. Fajnie by się było przejechać pociągiem "Orient Men", albo "Kajko", albo "Kokosz" ;-) Tutaj jest formularz konkursowy. W sumie wysiłek niewielki, a hepening fajny ;-) Czas do 26 września! Działamy?
PqKbPa
wtorek, 13 września 2011
piątek, 9 września 2011
Program CBD
Tyle co wczoraj przybliżyłem Wam projekt CBD, a dziś można już zerknąć na pełny zestaw wystąpień. Po angielsku, i sądzę, że to będzie język na konferencji obowiązujący, co daje również szansę na dostęp do artykułów po anfgielsku w wersji drukowanej w po konferencyjnym zbiorze tekstów. Oto i program:
22 września:
Keynote speeches
David Kunzle, "Töpffer, Dilettante"
Thierry Groensteen, "Patchwork of Styles: The end of the dogma of graphic homogeneity"
The Literary Artifact
Maria Cristina Álvares, “The hero in classical French-Belgian Comics"
Daniel Seabra Lopes, “In the margin of adventure: Pratt”
Alexandra Dias, “Filipe Abranches' The Diary of K. and Intertextuality”
Discipline and Indiscipline
Cláudia Pinto, “Marvels and Kingdom Come: the Re-Mythification of America”
José Marmeleira, “Vain epiphany: rock music and comics”
Helena Berardo, “A feminist reading of Godard's and Ribera's Le Vagabond des Limbes”
23 września:
Logic of the Territory
Sara Figueiredo Costa, “Alfonso Castelao and Galeguism”
Nuno Marques, “In The Shadow of No Towers and M-11 La Novela Grafica: moments of silence amidst the roar of tragedy”
João Miguel Lameiras, “Once upon a time in Argentina: between forgetfulness and memory”
Science and Comics
João Ramalho Santos, “Science and Comics”
João Mascarenhas, “Tintin, the adventure in the Moon, scientific knowledge and comics”
Portuguese Authors
João Caetano, “Frontier Places: Carlos Alberto Santos”
Conceição Pereira, “The Art of the fragment: José Carlos Fernandes”
Álvaro Matos, “Politics and comics in the Portuguese 1st Republic”
Limits and Experimentation
Pedro Moura, “Aesthetic elements in Martin Vaughn-James' The Cage”
Diniz Conefrey, “Narrative perception in the emergence of abstract comics"
Domingos Isabelinho, “From Ana Hatherly's The Writer to António Areal's The Dramatic History of an Egg”
22 września:
Keynote speeches
David Kunzle, "Töpffer, Dilettante"
Thierry Groensteen, "Patchwork of Styles: The end of the dogma of graphic homogeneity"
The Literary Artifact
Maria Cristina Álvares, “The hero in classical French-Belgian Comics"
Daniel Seabra Lopes, “In the margin of adventure: Pratt”
Alexandra Dias, “Filipe Abranches' The Diary of K. and Intertextuality”
Discipline and Indiscipline
Cláudia Pinto, “Marvels and Kingdom Come: the Re-Mythification of America”
José Marmeleira, “Vain epiphany: rock music and comics”
Helena Berardo, “A feminist reading of Godard's and Ribera's Le Vagabond des Limbes”
23 września:
Logic of the Territory
Sara Figueiredo Costa, “Alfonso Castelao and Galeguism”
Nuno Marques, “In The Shadow of No Towers and M-11 La Novela Grafica: moments of silence amidst the roar of tragedy”
João Miguel Lameiras, “Once upon a time in Argentina: between forgetfulness and memory”
Science and Comics
João Ramalho Santos, “Science and Comics”
João Mascarenhas, “Tintin, the adventure in the Moon, scientific knowledge and comics”
Portuguese Authors
João Caetano, “Frontier Places: Carlos Alberto Santos”
Conceição Pereira, “The Art of the fragment: José Carlos Fernandes”
Álvaro Matos, “Politics and comics in the Portuguese 1st Republic”
Limits and Experimentation
Pedro Moura, “Aesthetic elements in Martin Vaughn-James' The Cage”
Diniz Conefrey, “Narrative perception in the emergence of abstract comics"
Domingos Isabelinho, “From Ana Hatherly's The Writer to António Areal's The Dramatic History of an Egg”
czwartek, 8 września 2011
Znane komiksowe nazwiska w Portugalii
Tym razem nie chodzi o autorów komiksów, ale o zajmujących się teoretyzowaniem na ich temat panów.
Jakiś czas temu niezmordowany Pedro Moura (możecie znać z wizyty na MFKiG w 2008, tego bloga, tekstu na Polterze o "Wilsonie" Clowesa) uruchomił bloga CONFERÊNCIAS DE BANDA DESENHADA EM PORTUGAL (CBD, Konferencje Komiksowe w Portugalii), na którym wyjawił konieczność zorganizownej promocji badań nad komiksem oraz zapowiedział pierwszą edycję CBD, która odbędzie się w dniach 22-23 września w Instutucie Francuskim w Portugalii. Dyrektorem jest oczywiście Pedro Moura, a całe wydarzenie ma wsparcie organizacyjne i patronackie wielu jednostek (m.in. Instytutu Francuskiego, Wake up!, Urzędu Miejskiego miasta Amadora, Nouvelle Librairie Française, UCLA, Komiksotek w Lizbonie i Bejy).
Dzięki wysiłkom organizatorów, przedsięwzięcie zaczyna się z wysokiego poziomu. Pierwszymi gośćmi, których obecność potwierdzono, są David Kunzle (The History of the Comic Strip, Rodolphe Töpffer: The Complete Comic Strips, Father of the Comic Strip: Rodolphe Töpffer) i Thierry Groensteen (m.in. Systéme de la bande dessinée, dyrektor festiwalu w Angouleme na początku lat 90tych).
Uf, nazwiska robią ogromne wrażenie. Kunzle'a znam z pojedyńczych artykułów i lektura choć do najłatwiejszych nie należy, to daje wiele wskazówek, przede wszystkim metodologicznych. Skoro Kunzle nie jest łatwy, to co powiedzieć o Groensteenie?! Niewiele zrozumiałem z pierwszego czytania The System of Comics, bo jest to dla mnie książka przeładowana skomplikowaną terminologią... Nadludzkim wysiłkiem intelektualnym bedę się starał w drugim czytaniu wydobyć spod niej coś więcej. Chętnie bym posłuchał obu panów na żywo, ale raczej jest to niewykonalne. Miałem pomysł po ogłoszeniu naboru na tę edycję, żeby tam się zgłosić, ale czasowo nie wyrobiłem. Może w przyszłym roku?
Z inicjatywy Pedro Moury uruchomiono jeszcze jeden projekt, Laboratorium Studiów nad Komiksem (O Laboratório de Estudos de Banda Desenhada; LEBD). W tej chwili jest to małe biuro w Lizbonie, w którym znajduje się mała biblioteka z pozycjami komiksowymi i o komiksie, i które zaprasza wszystkich zainteresowanych badaniem nad komiksem do korzystania ze zbiorów (podejrzewam, że część pochodzi z przepastnej kolekcji Pedro Moury, a więć znajdziecie tam wiele prac po francusku i angielsku). Wkrótce zapowiada również otwarcie kursów (najbliższy o historii komiksu) oraz publikacje fanzinowe.
Uf, w przyszłym roku, a może i w okolicach końca grudnia 2011, zamierzam się wybrać do Portugalii. Jeśli się uda, to mały fotorepoertaż z miejsca zbrodni zobaczycie na pRzYpAdkiEm.
[d]qba[r]
Jakiś czas temu niezmordowany Pedro Moura (możecie znać z wizyty na MFKiG w 2008, tego bloga, tekstu na Polterze o "Wilsonie" Clowesa) uruchomił bloga CONFERÊNCIAS DE BANDA DESENHADA EM PORTUGAL (CBD, Konferencje Komiksowe w Portugalii), na którym wyjawił konieczność zorganizownej promocji badań nad komiksem oraz zapowiedział pierwszą edycję CBD, która odbędzie się w dniach 22-23 września w Instutucie Francuskim w Portugalii. Dyrektorem jest oczywiście Pedro Moura, a całe wydarzenie ma wsparcie organizacyjne i patronackie wielu jednostek (m.in. Instytutu Francuskiego, Wake up!, Urzędu Miejskiego miasta Amadora, Nouvelle Librairie Française, UCLA, Komiksotek w Lizbonie i Bejy).
Dzięki wysiłkom organizatorów, przedsięwzięcie zaczyna się z wysokiego poziomu. Pierwszymi gośćmi, których obecność potwierdzono, są David Kunzle (The History of the Comic Strip, Rodolphe Töpffer: The Complete Comic Strips, Father of the Comic Strip: Rodolphe Töpffer) i Thierry Groensteen (m.in. Systéme de la bande dessinée, dyrektor festiwalu w Angouleme na początku lat 90tych).
Uf, nazwiska robią ogromne wrażenie. Kunzle'a znam z pojedyńczych artykułów i lektura choć do najłatwiejszych nie należy, to daje wiele wskazówek, przede wszystkim metodologicznych. Skoro Kunzle nie jest łatwy, to co powiedzieć o Groensteenie?! Niewiele zrozumiałem z pierwszego czytania The System of Comics, bo jest to dla mnie książka przeładowana skomplikowaną terminologią... Nadludzkim wysiłkiem intelektualnym bedę się starał w drugim czytaniu wydobyć spod niej coś więcej. Chętnie bym posłuchał obu panów na żywo, ale raczej jest to niewykonalne. Miałem pomysł po ogłoszeniu naboru na tę edycję, żeby tam się zgłosić, ale czasowo nie wyrobiłem. Może w przyszłym roku?
Z inicjatywy Pedro Moury uruchomiono jeszcze jeden projekt, Laboratorium Studiów nad Komiksem (O Laboratório de Estudos de Banda Desenhada; LEBD). W tej chwili jest to małe biuro w Lizbonie, w którym znajduje się mała biblioteka z pozycjami komiksowymi i o komiksie, i które zaprasza wszystkich zainteresowanych badaniem nad komiksem do korzystania ze zbiorów (podejrzewam, że część pochodzi z przepastnej kolekcji Pedro Moury, a więć znajdziecie tam wiele prac po francusku i angielsku). Wkrótce zapowiada również otwarcie kursów (najbliższy o historii komiksu) oraz publikacje fanzinowe.
Uf, w przyszłym roku, a może i w okolicach końca grudnia 2011, zamierzam się wybrać do Portugalii. Jeśli się uda, to mały fotorepoertaż z miejsca zbrodni zobaczycie na pRzYpAdkiEm.
[d]qba[r]
środa, 17 sierpnia 2011
Nuta na dziś: po wczorajszym koncercie deftones
Po offfestiwalowym koncercie Mogwaia pozostał niedosyt i rozczarowanie repertuarem, przedziwnym czymś, co zagrali na koniec i ogólnie wyglądem tej imprezy. Po deftones nie ma mowy o takich odczuciach!
Może ja jestem już za stary na koncerty, bo np. Flapjacka, którego uwielbiam, oglądałem sobie z ławeczki w amfiteatrze Parku Sowińskiego. Nie chciało mi się nawet pójść pod scenę, a na wczorajszym koncercie interesował mnie, oczywiście poza główną gwiazdą, właśnie Naleśnik. Fajnie, że się reaktywowali, ale nowe kawałki nie powaliły mnie przy pierwszym kontakcie (na pewno trzeba poczekać i posłuchać kilka razy, wierzę, że to w tym tkwi problem), a stare też jakoś nie grały... Np. utwory z fantastycznego "Juicy Planet Earth" (w swoim czasie długo się tej płyty musiałem uczyć, oj długo...) straciły wszystko, co było ich siłą w wersji studyjnej, czyli pokombinowane brzmienie, ciekawą aranżację i wykręcony wokal Guzika. Brzmiały jak nawałnica dźwięków, zwykły hałas. Druga sprawa, że ja Flapjacka widzę raczej na klubowych występach. Pozostałych kapel albo nie widziałem, albo nie chce mi się komentować. Ogólne wrażenie: za duży rozstrzał muzyczny.
No i deftones. Pierwszy koncert w Polsce, trzeba było pójść. Swego czasu denerwowało mnie to, że wielkie gwiazdy, których słuchałem, absolutnie się do Polski nie wybierały. Dopiero kiedy ich popularność trochę zaczęła lecieć, to nagle zaczynali przyjeżdżać nad Wisłę. Taki Korn, na ten przykład, dojechał po wydaniu "Issues", które mi się podobało, ale jednak mam odczucie, że zaznaczyło początek końca fajnej kornowatej muzy. Limp Bizkit w czasch "Significant other"? Można było pomarzyć... A potem? Kilka razy pod rząd! Deftones ten moment ominęli, ale też jako jedna z nielicznych kapel przypisywanych do nu-metalu nie obniżyli w mojej ocenie lotów. No dobra, może na jedną płytę ("deftones"). Grają bez większych zakłóceń stylu - obowiązkowa dawka melodii, rwane riffy i leniwy wokal Chino to pewnik na każdym albumie.
Wczoraj w Warszawie zaczęli trochę nierozgrzani. Rzucone na początek "Diamond Eyes" i "Rocket Skates" wypadły średniawo - wokal wywalony za mocno przed instrumenty trochę zepsuł odbiór, bo nierozgrzane gardło Chino mogło by się trochę zamaskować pod gitarami. Ale potem było już tylko lepiej. To, że to ich pierwsza wizyta w Polsce już dodawało specjalnej aury koncertowi, a żywiołowość brykającego po scenie lidera i świetny, przekrojowy dobór utworów oraz udział świetnej publiczności dopełniły niezwykle udanego obrazu tego występu. Publika deftonesowa była dodatkowym atutem i gwiazdą, jeszcze jednym członkiem zespołu. Chino dostał koszulkę, którą oficjalna polska strona grupy przygotowała na tę imprezę, były pozdrowienia dla Chi (jemu też Chino dedykował "Minervę"). Było wszystko. Rzadko mam po koncercie długo wyczekiwanej gwiazdy tak, żebym nie zaczął narzekać w stylu "e tam, nie zagrali tego i tego". Były hiciory, były dopierdalacze, był nawet "Passenger", z którym Chino dał sobie radę wokalnie sam, bez Maynarda Keenana. Szacun. Były utwory z każdej płytki, nawet z prehistorycznego już "Adrenaline". Było energetyczne zakończenie. A teraz czekam na kolejny koncert.
Ale, żeby nie było, to trochę podziaduję na koniec, bo nie podoba mi się tendencja, którą zaobserwowałem na koncertach ostatnio, czyli wszystko co do minuty, ani chwili dłużej. Jeden koncert w Polsce, pierwszy raz i zespół nie może zagrać czegoś ekstra? Dalej, podział imprezowej przestrzeni, na zasadzie "pod scenę z piwem się nie zbliżysz". Tak samo było na Off-ie. Nie rozumiem tego do końca, ale to może być środek przeciwko typowemu polskiemu bydłactwu, bo Polak i z plastikowym kubkiem może zrobić coś głupiego. I ostatnie: z łańcuchem przy portfelu też nie da rady, trzeba oddawać do depozytu. Serio? Konfiskować łańcuchy na tego typu koncercie? Przeca publiczność ma je jako część stroju :-). Ale dobra już, koncert był mega fajny, o be quiet, qba, be quiet:
deftQBAone
środa, 10 sierpnia 2011
Iluzja
Jak myślicie, dadzą radę?
25 listopada trzeba się przejść sprawdzić ;-)
qba
pssst! mam nadzieję, że ci panowie również się postarają:
:-)
25 listopada trzeba się przejść sprawdzić ;-)
qba
pssst! mam nadzieję, że ci panowie również się postarają:
:-)
wtorek, 9 sierpnia 2011
Mały ślepy bóg
Niedawno pisałem o zbliżającej się premierze albumu To w nocy zadaję pytania do scenariusza Davida Soaresa. Album tematycznie i rysunkowo zapowiada się znakomicie. No i ledwo zdążyłem nacieszyć się informacją o tym, że ten projekt ujrzy światło dzienne (informacje o pracach David dosyć regularnie zamieszczał wcześniej na swoim blogu, ale od prac do wydania droga daleka, jak wiadomo, i to nie tylko w Portugalii), a David uderza ponownie. Tym razem w duecie z Pedro Serpą (blog Pedra jest dwujęzyczny, możecie śledzić wpisy również po angielsku; jest to praktyka, która wśród autorów portugalskich staje się dosyć modna, co dobrze świadczy o ich ambicjach pokazania się poza kręgiem portugalskojęzycznym).
Panowie S. (he, może lepiej nie będę używał skrótu panowie SS ;-)) zakończyli pracę nad albumem O Pequeno Deus Cego (Mały ślepy bóg). Rysunek i kolor gotowe, wydawca gotowy (Kingpin Books, tak jak w pRzYpAdKu Muchy), premiera na najbliższym festiwalu w Amadorze, czyli w październiku/listopadzie.
Komiks ten zapowiadany jest jako alegoryczna opowieść rozgrywająca się w Chinach w czasach feudalnych. Jest to opowieść o Bezokim (albo Bez-Oczu/Sem-olhos), o dziecku które mogło by być małym bogiem na ziemi. Podczas gdy matka stara się trzymać dziecko w ryzach brutalnych lokalnych tradycji, dwie tajemnicze siły pozwolą mu ostatecznie odkryć swoje prawdziwe pochodzenie. Brzmi to dosyć enigmatycznie, ale zanosi się na historię prawdopodobnie nie do końca horrorową. Jak pisałem w Ziniolu w tekście Homo Horrorus, David przyzwyczaił czytelników do straszenia. Nie ucieka ostatni całkowicie od horroru, ale dodaje do tegoż pierwiastków coś nowego. Historie zyskują rys bardziej fantastyczny, niż makabryczny. To dobrze. Dobrze, że David postanowił pracować nad komiksami z rysownikami, a nie rysować i scenariuszować sobie samemu. Ja jego kreskę bardzo lubię, a potwory, które rysuje nie mają sobie równych, ale komiksy które tworzy z rasowymi rysownikami zyskują na przystępności i dają nadzieję na to, że podyktowane niezwykłą wyobraźnią i toną lektur opowieści, trafią do szerszej publiczności.
Zerknijcie już tylko na grafiki, a ja niecierpliwie będę czekał na wydanie komiksu, lekturę i możliwość podzielenia się z wami wrażeniami.
qba
Panowie S. (he, może lepiej nie będę używał skrótu panowie SS ;-)) zakończyli pracę nad albumem O Pequeno Deus Cego (Mały ślepy bóg). Rysunek i kolor gotowe, wydawca gotowy (Kingpin Books, tak jak w pRzYpAdKu Muchy), premiera na najbliższym festiwalu w Amadorze, czyli w październiku/listopadzie.
Komiks ten zapowiadany jest jako alegoryczna opowieść rozgrywająca się w Chinach w czasach feudalnych. Jest to opowieść o Bezokim (albo Bez-Oczu/Sem-olhos), o dziecku które mogło by być małym bogiem na ziemi. Podczas gdy matka stara się trzymać dziecko w ryzach brutalnych lokalnych tradycji, dwie tajemnicze siły pozwolą mu ostatecznie odkryć swoje prawdziwe pochodzenie. Brzmi to dosyć enigmatycznie, ale zanosi się na historię prawdopodobnie nie do końca horrorową. Jak pisałem w Ziniolu w tekście Homo Horrorus, David przyzwyczaił czytelników do straszenia. Nie ucieka ostatni całkowicie od horroru, ale dodaje do tegoż pierwiastków coś nowego. Historie zyskują rys bardziej fantastyczny, niż makabryczny. To dobrze. Dobrze, że David postanowił pracować nad komiksami z rysownikami, a nie rysować i scenariuszować sobie samemu. Ja jego kreskę bardzo lubię, a potwory, które rysuje nie mają sobie równych, ale komiksy które tworzy z rasowymi rysownikami zyskują na przystępności i dają nadzieję na to, że podyktowane niezwykłą wyobraźnią i toną lektur opowieści, trafią do szerszej publiczności.
Zerknijcie już tylko na grafiki, a ja niecierpliwie będę czekał na wydanie komiksu, lekturę i możliwość podzielenia się z wami wrażeniami.
qba
wtorek, 2 sierpnia 2011
Krótka wieść z Półwyspu Iberyjskiego
Wolałbym chyba nadawać z tego uroczego zakątka Europy, ale i tak nie mam co narzekać, bo mój mały kawałek Wielkopolski jest równie piękny i nawet łaskawy pogodowo, więc fajnie się odpoczywa. Plus jest też taki, że bez ryzyka można wyjść z domu w biało-niebieskich barwach ;-)

A w temacie: Smutny Chłopiec (znany z mojego bloga i z publikacji w papierowym Ziniolu) wybiera się na festiwal komiksowy w Angoli. I to drugi raz z rzędu. Autor, João Mascarenhas, w Luandzie się urodził, więc te powroty muszą być dla niego szczególnie cenne. I kto by pomyślał, że uda mu się to akurat dzięki komiksowi?
Festiwal komiksowy w Angoli... Brzmi egzotycznie, ale okazuje się, że w kraju, który musiał przez długie lata zmagać się z wojną o niepodległość (z Portugalią), a potem z wojną domową i konsekwencjami bycia kolonią przez długie lata, głód komiksu jest podobno wielki. Egzemplarze swojego komiksu o Smutasie, które João zabrał na poprzednią edycję, podobno wyprzedały się na pniu. Miejmy nadzieję, że i w tym roku Smutas odniesie sukces i trochę osłodzi sobie przejściowe problemy z publikacją kolejnego tomu serii (Punk Redux). Według informacji João, Luanda Cartoon 2011 potrwa od 5 do 12 sierpnia. Na zdjęciu autor w otoczeniu angolskich komiksiarzy.
Równie ciekawe wieści dotarły z obozu Alfonso Zapico. Niezwykłe jest tempo pracy tego autora, który w chwilę po opisywanym na pRzYpAdKiEm Dublinerze, chwali się nowym tytułem:

Nie sposób odwrócić wzroku. Historie z Kolumbii.

Komiks jest z tych cięższych [przy tłumaczeniu tytułu i przy tworzeniu tego fragmentu bazuję na wiedzy zaczerpniętej z tego artykułu (ES)]. Skupia się na ofiarach łamania praw człowieka w Kolumbii i przedstawia 4 historie, które wydarzyły się naprawdę, ale w komiksie umieszczono w nich postaci fikcyjne. Każda historia dzieje się w innym miejscu kraju i dotyczy realnych problemów, z którymi Kolumbijczycy muszą się zmagać: nadużywanie władzy przez rząd, wyzysk międzynarodowy, własność ziemska i narkobiznes. Zamierzeniem jest ukazanie tej twarzy kraju, którą na ogół się ignoruje, mimo wiedzy o jej istnieniu.
Komiks moralizatorski, reportaż o współczesnej Kolumbii. Czyli Zapico nie rezygnuje z podejmowania trudnej tematyki, choć nieco porzuca rolę "historyka", na rzecz reportera. Jak tylko będę miał okazję przeczytać, dam znać jak w niej wypada.
Boa noite, buenas noches. Over and out.
PTqbaES

A w temacie: Smutny Chłopiec (znany z mojego bloga i z publikacji w papierowym Ziniolu) wybiera się na festiwal komiksowy w Angoli. I to drugi raz z rzędu. Autor, João Mascarenhas, w Luandzie się urodził, więc te powroty muszą być dla niego szczególnie cenne. I kto by pomyślał, że uda mu się to akurat dzięki komiksowi?
Festiwal komiksowy w Angoli... Brzmi egzotycznie, ale okazuje się, że w kraju, który musiał przez długie lata zmagać się z wojną o niepodległość (z Portugalią), a potem z wojną domową i konsekwencjami bycia kolonią przez długie lata, głód komiksu jest podobno wielki. Egzemplarze swojego komiksu o Smutasie, które João zabrał na poprzednią edycję, podobno wyprzedały się na pniu. Miejmy nadzieję, że i w tym roku Smutas odniesie sukces i trochę osłodzi sobie przejściowe problemy z publikacją kolejnego tomu serii (Punk Redux). Według informacji João, Luanda Cartoon 2011 potrwa od 5 do 12 sierpnia. Na zdjęciu autor w otoczeniu angolskich komiksiarzy.
Równie ciekawe wieści dotarły z obozu Alfonso Zapico. Niezwykłe jest tempo pracy tego autora, który w chwilę po opisywanym na pRzYpAdKiEm Dublinerze, chwali się nowym tytułem:

Nie sposób odwrócić wzroku. Historie z Kolumbii.

Komiks jest z tych cięższych [przy tłumaczeniu tytułu i przy tworzeniu tego fragmentu bazuję na wiedzy zaczerpniętej z tego artykułu (ES)]. Skupia się na ofiarach łamania praw człowieka w Kolumbii i przedstawia 4 historie, które wydarzyły się naprawdę, ale w komiksie umieszczono w nich postaci fikcyjne. Każda historia dzieje się w innym miejscu kraju i dotyczy realnych problemów, z którymi Kolumbijczycy muszą się zmagać: nadużywanie władzy przez rząd, wyzysk międzynarodowy, własność ziemska i narkobiznes. Zamierzeniem jest ukazanie tej twarzy kraju, którą na ogół się ignoruje, mimo wiedzy o jej istnieniu.
Komiks moralizatorski, reportaż o współczesnej Kolumbii. Czyli Zapico nie rezygnuje z podejmowania trudnej tematyki, choć nieco porzuca rolę "historyka", na rzecz reportera. Jak tylko będę miał okazję przeczytać, dam znać jak w niej wypada.
Boa noite, buenas noches. Over and out.
PTqbaES
Subskrybuj:
Posty (Atom)