wtorek, 5 maja 2009

Za jeden kadr... jeden

Czasami zatrzymuję się w komiksie nad jakimś jednym kadrem i potem zostaje mi on w głowie na długo...

Pogrzeby Łucji są w sprzedaży dostępne już od jakiegoś czasu. Komiks jest wart polecenia ze względu na rysunek i na pięknie oddaną atmosferę spokojnego życia staruszków. Bez pośpiechu, wśród starych przyjaciół i plotek. Jest tutaj też mała Łucja, której obecność przypomina o tych beztroskich dniach spędzanych na wakacjach u dziadków (mam nadzieję, że każdy z czytających ten wpis i ten komiks spędził choć jedno takie lato, w małym miasteczku). I właśnie przez takie przywołanie wspomnień, robi się nostalgicznie, ale jest znośnie, bez taniego sentymentalizmu. Brakuje tylko jakiegoś pogłębienia rozważań na temat śmierci, choć to akurat można wytłumaczyć dziecięcym punktem widzenia.



Mnie dosyć łatwo przekupić, a ten komiks zrobił to jednym kadrem i dwoma planszami z kotem. Strony 24-25 to 12 kadrów z kotem przy misce, o pardon, 11, bo na ostatnim kot był sobie poszedł. Ale wcześniej, na stronie 23 jest taki kadr, którego ładunku emocjonalnego nie zrozumie nikt, kto kota nie miał, albo z kotem nie miał do czynienia. Z góry kadru pojawia się ręka, która zastyga w geście powitania na głowie rozanielonego pieszczotą kota. Klapnięte uszy, zadowolony pyzol. Tło jest białe, koncentruje naszą uwagę na tych kilku liniach kinetycznych, które oddają ruch ręki i na głównych bohaterach scenki. Kot na ogół przyjmuje w takiej sytuacji pozycję witającego i witanego, tzn. odwzajemnia pieszczotę prężąc grzbiet i, jak to opisać... wystawiając głowę na spotkanie ręki? Ten tu z komiksu chyba siedzi akurat, ale zdecydowanie odwzajemnia powitanie, i to nie na głupi psi sposób, tylko na swój, koci, elegancki, nie służalczy. Tak, nie lubię psów, a kota w domu aktualnie mi brakuje. Dlatego też tak bardzo lubię sobie przypominać jak to jest żyć jak z kotem, a jeśli przypominam sobie o tym w formie komiksowej, tym lepiej. A, czasami kot unosi nieznacznie przednie łapy przy takim powitaniu. I właśnie przez ten jeden, wyrwany z kontekstu kadr, komiks ten nie wydaje mi się aż tak smutny.

Na koniec: chyba znany wam kot z Przyjaciół w wersji normalnej i czadowej:



qba

pssst! dla zainteresowanych kotami: Kot: historia i legendy ostatnio zakupiona przeze mnie książka, która czeka w kolejce do czytania, ale po lekturze kilku stron, na próbę, pozostawia pozytywne wrażenie.

6 komentarzy:

Pawel pisze...

kuźwa, kiedyś ci kupię szczeniaka i zobaczymy czy nadal będziesz wrogiem psów ;)

qba pisze...

ja już tak z przekory chyba :lol: koty są po prostu SNIKT ;-)

arcz pisze...

Paweł - dokładam się do szczeniaka! Nie wiem o co chodzi z tymi kotami, bez kitu :)

A co do stopklatki z youtubowego filmiszcza to taki link mam - UratujKota.pl !

mtz&qba pisze...

tak, uratuj kota znam, chyba od Was, z kolorowych zresztą :-)

mi się z tym szczeniakiem nie wygłupiajcie, ok?

i tak jest nieźle z tym moim podejściem do psów, bo wczoraj Łajkę przeczytałem- super smutny komiks, ale bardzo dobry komiks. Nie wiedziałem, że za tym "sukcesem" krył sie taki dramat. Nigdy o tym nie pomyślałem...

I Szarika z pancernych lubię, bo był mądry, o!

Anonimowy pisze...

żeby nie było, z tego co widziałem na wystawie na kommissi, to springer chyba gustuje w smutnych tematach ze starcami i dziećmi. w zamieszczonych pracach był ten sam klimat i motywy podobne.

mtz&qba pisze...

Zatem coś go chyba prześladuje. A co to za wystawa?