piątek, 22 czerwca 2012

...w takim sklepie, którego nazwy nie wymieniam

Czasami człowiek wejdzie do tego dziwnego supermarketu kultury, bo tak mu wygodniej kupić film, czy płytę. Książek nie warto, bo na ogół ciężko znaleźć jakiś egzemplarz, który by wyglądał na nie psu z gardła wydobyty (miałem w ręce Fineganów tren już, ale odpuściłem, bo albo rogi pozaginane, albo okładka opluta, a w sumie to przecież i tak nikt nie wie o co chodzi w tej książce; kuriozalny zatem wydaje się sam pomysł na przetłumaczenie tego... dzieła). Komiksów też nie warto tam kupować, ale to ze względów ideologicznych raczej. Wiecie, jak komuś zależy na komiksie w Polsce itp, itd. Już tak dawno nie zaglądałem w tym sklepie, którego nazwy nie wymieniam, do działu komiksowego, że byłem w lekkim szoku jak zobaczyłem większość (na oko ponad 90% dostępnych tytułów) woluminów ofoliowanych z dodaną informacją:



Co dalej? Może "umyj ręce zanim weźmiesz książkę do ręki"? A może normalne warunki współpracy? Co się stało? Czyżby koniec świata był bliski?

Crimson Ghost



poniedziałek, 11 czerwca 2012

O półwyspie...

Szybko o życiu, chciałoby się napisać za pewnym zespołem, ale będzie szybko po iberyjsku. Fajnie, że ktoś zauważył, i że komuś się podobało.

Crimson Ghost

czwartek, 7 czerwca 2012

piątek, 25 maja 2012

jednym zdaniem/jedym słowem: jednym linkiem, jednym zdaniem


"Parenteza" - chce ktoś odkupić?


"Dziewczyna i Murzyn" - w ósmej minucie tego materiału wypatrujcie koszulki No'Mam :)


"Gedeon zebrany" - a zaczyna się tak dobrze...


"Zabójczy żart (nowa wersja kolorystyczna)" - ja już w tym temacie ten, tego, no...


"Pluto #5" - dużo lepsze niż Robot, w zasadzie bez porównania;


"Jednorożec #1" - cały czas mi się pierdzieli z Koziorożcem :)


"Żubr Żorż" - nie powinien to być głos wołającego na puszczy;


"Ostatni żubr" - nieostatnie słowo Tomasza Samojlika;


"Justyna/Historia O" - O!


"Wenus w futrze" - potencja autora lokuje się w tym komiksie blisko zera;


"Long John Silver #2: Neptun" - wiatr w żagle, oczywiście [Sail on, don't stop moving, Juicehead];


"Battle Royale #1" - przychylam zdania temu bratu od mang :)


"Zagubione dziewczęta" - tu będzie duży tekst, bo tego komiksu nie opisze się w recenzji, ale muszę jeszcze przeczytać dwie rzeczy.

czwartek, 24 maja 2012

Ze spaceru...

...internetowego dziś rano - świetny wywiad z autorem książki, która półkuje u mnie czas już jakiś.

I rzecz, której jeszcze nie rozgryzłem, bo nie chodzę do fryzjera:


Crimson Ghost

czwartek, 17 maja 2012

Marco Mendes - dobre wieści :)


Komiks portugalski ma w ostatnim czasie spore problemy. Związane jest to nie tylko z ogólną sytuacja ekonomiczną w kraju, ale i z autorami, którzy albo nie mają czasu na komiks, albo mają go za mało, żeby publikować w jakimś sensownym rytmie. Dlatego zawsze, każdy kolejny album witam z radością. Przez długi czas miałem okazję śledzić tylko nowe komiksy do scenariusza Davida Soaresa, a tymczasem obudził się Marco Mendes.

Za duży sukces poczytuję sobie fakt, iż udało się prace Marco Mendesa pokazać na wystawie iberyjskiej. Nie tylko eleganckie reprodukcje, ale i oryginały, których większość nie zmieściła się w ramach ekspozycji. Postaramy się w innych miastach pokazać ich więcej. Powinno się udać. Tymczasem w Portugalii wczoraj ukazała się antologia prac autora z lat 2007-2012. W większości są to prace z bloga, zapewne znajdują się tam paski komiksowe publikowane w Ziniolu, ale i te które są częścią Półwyspu w kadrach. 84 strony, 21x28 cm, kolor, twarda okładka. Trzeba zamówić koniecznie, bo Marco to jedno z moich wielkich odkryć. Pierwszy raz usłyszałem o nim od Pedro Nory, potem od Pedro Moury. Stałem się fanem. Dlatego też bardzo zależało mi na pokazaniu autora w Polsce na objazdowej wystawie. Udało się. Może uda się coś jeszcze?

Fantasma Encarnado.

wtorek, 15 maja 2012

Półwysep w kadrach - kadr 1


Uf, FKW minęło, wystawa się udała. Nie wiem jak to wszystko opisać, zrobię to na Polterze jeszcze w tym tygodniu. Tymczasem Pedro Serpa (gość FKW, jeden z autorów obecnych na wystawie) postanowił napisać kilka słów na swoim blogu. Dostępne w wersji angielskiej.

Crimson Fantasma

piątek, 20 kwietnia 2012

Wystawa: Komiks Iberyjski

Bliżej, coraz bliżej. Już niebawem:




Szczegółów wypatrujcie tutaj. Też wkrótce. I nie dajcie się zmylić (jeśli czegokolwiek z tych fotek powyżej się doczytacie = aparat mnie nie lubi + skaner stoi w pudle, 28 czerwca minie mu rok w tym kartonie) liście autorów, bo brakuje na niej nazwisk portugalskich. Już wkrótce, niebawem. W ramach FKW.

El Fantasma Encarnado

niedziela, 8 kwietnia 2012

Mr Burroughs 2012


Na takie wieści warto czekać i czym prędzej ożywiać nimi milczącego ostatnio bloga (szit, boli mnie ten brak czasu na jedno z najulubieńszych zajęć...): jeszcze w tym roku pojawi się w Portugalii drugie wydanie komiksu Mr Burroughs, o którym wspominałem wielokrotnie na pRzYpAdKiEm, a nawet obszernie pisałem. Uwielbiam ten komiks. Krótko po pierwszym wydaniu stał się całkowicie niedostępny i kiedy szukałem go podczas kolejnych pobytów w Portugalii, zawsze kończyło się to fiaskiem. Kiedy byczyłem się na stypendium doktoranckim w kraju Cristiano Ronaldo (wtedy też komiks przetłumaczyłem na polski i zrobiłem do niego amatorskie liternictwo - mam taką właśnie chałupniczą wersję tego komiksu po polsku :)) postanowiłem poszperać. Swój egzemplarz udostępnił mi nieoceniony Pedro Moura, a jeszcze bardziej nieoceniony Marc 'Albatroz' Parchow (znany z Ziniola - w dwóch kolejnych numerach poszły jego paski komiksowe o albatrosach; jeszcze je zobaczycie w tym roku podczas FKW i nie tylko - Albatrosy w tłumaczeniu polskim przyozdobią pewną fajną wystawę w Instytucie Cervantesa; skąd Portugalczyk w hiszpańskiej instytucji? Szczegóły wkrótce :)) użyczył mi skanera, na którym wykonałem sobie cyfrową wersję komiksu. Do niedawna była to jedyna wersja, jaką dysponowałem, aż kilka miesięcy temu na nieocenionym Amazon.co.uk wyszperałem francuską edycję z 2003, która ukazała się nakładem FRMK inc (Fremok). Na tę wersję bardzo narzekali Pedro Nora i David Soares. Teraz, jak znajdę czas, to sobie po francusku przeczytam. Razem z Portugalią Cyrila Pedrosy. Tylko kiedy to będzie?

No, autorzy ponarzekali, komiks w wersji portugalskiej był przez długie lata niedostępny, aż w końcu zdecydowano się na jego reedycję. Oto, co napisał David na swoim blogu kilka dni temu:

"Jeszcze w tym roku (dokładną datę ogłosimy niedługo) ukaże się reedycja jednego z moich klasycznych dzieł: komiksu Mr. Burroughs (Círculo de Abuso, 2000; Frémok, 2003), napisanego przeze mnie, narysowanego przez Pedro Norę.

Po dziesięciu latach Mr. Burroughs zostanie wznowiony nakładem niezależnego wydawnictwa portuglskiego, w wersji dwujęzycznej - portugalsko-angielskiej (wersja angielska mojego autorstwa)."

Bosko :) Może w końcu uda mi się namówić kogoś na wydanie tego komiksu w PL?

* na zdjęciu David Soares z francuskim wydaniem komiksu (2009 podczas pobytu we Francji; w Polsce Davida spotkacie na FKW w maju oraz w październiku we Wrocławiu, podczas festiwalu literackiego).

sobota, 17 marca 2012

Polterowe pRzYpAdKi

Ponieważ już od ponad roku piszę na Poltera, pomyślałem sobie, że dobrym pomysłem może być lista tekstów tam się ukazujących umieszczona w pasku bloga.

W rekordzie wyskakuje mi na Polterze jednak 40 wyników - recenzji, felietonów, relacji i innych okolicznościowych. Gdyby zrobić z tego listę, to pasek by się nieznośnie wydłużył, więc zdecydowałem się na ogólny link: po prawej stronie bloga, na górze, znajdziecie link do listy wyników wyszukiwania - Polterowe pRzYpAdKi.

Mam nadzieję, że nazbiera się w szybkim tempie drugie tyle. Tymczasem zero czasu na planowane pRzYpAdKoWe wpisy:
- jednym zdaniem/jednym słowem zagraniczne
- jednym zdaniem/jednym słowem polskie
- o "Mistrzu i Małgorzacie" po drugim czytaniu
- ozgłoszeniu "Cafe Budapeszt" do nagrody tłumaczeniowej Instytutu Cervantesa
- o komiksie o Rysiu Iberyjskim, który otrzymałem od portugalskiej Organizacji na Rzecz Ochrony Przyrody wraz z całą teczką innych materiałów (nawet z płytą)

Crimson Ghost, obecny duchem, nie wpisem

niedziela, 4 marca 2012

poniedziałek, 27 lutego 2012

Po wczorajszym koncercie: Misfits na dziś

Kolejne marzenie koncertowe spełnione. Mam gdzieś to, że to nie The Misfits, że bez Danziga, że nawet bez Gravesa. Nie mam zastrzeżeń do repertuaru – były takie rzeczy, których kompletnie się nie spodziewałem (nie było fajnie pasującego na zakończenie koncertu „Fiend Club”, ale trudno). Mam za to poważne zastrzeżenia do klubu Proxima – szatnia to jedno (nie wróżę wielkiej kariery zawodowej ludziom, dla których za trudne jest odwieszanie rzeczy na wieszaki i potem ich wydawanie), tradycyjnie jak coś musi wyprowadzić z równowagi, to wyprowadzi. Ohydne piwo z zawartością alkoholu poniżej zera, to drugie. Ale nad tym to jeszcze do porządku koncertowego można przejść. Za to kiedy ktoś tak maksymalnie spierdoli nagłośnienie, to to jest kpina z publiki. Nie jestem specjalistą od nagłośnienia, ale jeśli niektóre piosenki poznaje się dopiero w połowie, to coś musi być nie halo. Pierwsze trzy utwory to była jakaś masakra – na moje ucho rozjechało się w nich wszystko. Potem było nieznacznie lepiej, ale i tak bez znajomości tekstów nie dałoby rady się dobrze bawić. Fuck off dla ekipy nagłaśniającej – brawa dla kapeli, która udowodniła, że można na koncercie zagrać przekrojowy materiał, mimo nowej płyty, którą się promuje na trasie.



Crimson Ghost

sobota, 25 lutego 2012

Komiks rysiem nie stoi...

Niestety, muszę napisać, jest to prawda. Niestety, gdyż rysie uwielbiam, a jak się coś uwielbia to się chce mieć to coś w każdej formie. Prawda, bo niewiele widziałem rysiów w komiksie.

Czasami jakiś przemknie u Tomasza Samojlika w Ryjówce przeznaczenia (ale w zasadzie jakiego zwierza tam nie ma?), albo dostanie jednoplanszówkę u tego samego autora. "No nie ma szału i raczej głównej roli kotowaty z pędzelkami na uszach nie dostanie tak szybko" - myślę sobie pewnego poranka, patrząc na przywiezioną ze słowackich Wysokich Taterów maskotkę rysia Jarusia (uuu, ten to jest materiał na głównego bohatera na komiks! Póki co zbieram się, żeby codziennie rano zapisywać różne głupoty, które jego ustami wygadujemy z Kasią :)). Zaraz, zaraz, a może już dostał kiedyś i gdzieś ryś swoje pięć minut? No jasne, że dostał. Oczywiście zupełnym pRzYpAdKiEm, że w Portugalii. Czyli jednak niedaleko pada ryś od Portugalii, a już najbliżej wszystkich pada ten blog.



Otóż na Półwyspie Iberyjskim żyje tzw. ryś iberyjski, który jest gatunkiem zagrożonym i podejmuje się różne działania ochronne, aby tej sytuacji zaradzić. Wzięli się też za to komiksiarze, którzy przy wsparciu Ligi Ochrony Natury (LPN - Liga para a Proteção da Natureza) zorganizowali wystawę komiksową (przewidziana na dni 9-13 lutego, ale w związku z dużym zainteresowaniem przedłużono ją do 10 marca) poświęconą rysiowi iberyjskiemu pt. Ryś Iberyjski: jego dzieje w Portugalii. Autorami komiksu są José dos Santos Garcês (rysunek) i Bruno Pinto (biolog, który napisał scenariusz do komiksu).


No, to już wiem, na co polować przy kolejnej wyprawie do Portugalii :) Tutaj możecie zobaczyć zdjęcia z otwarcia ekspozycji.

Fantasma Encarnado do Lince Ibérico

pssst! a na dodatek spóźniona, rysiowa walentynka:


wtorek, 7 lutego 2012

jednym zdaniem/jednym słowem: jednym cytatem z komiksu


"Radosav. Poranna mgła" - "Zostaw to! No już, wyrzuć to, człowieku! Usłyszał nagle głosy zza wzgórza."


"Orbital #1: blizny" - "Gotowe, luk otwarty!"


"Zabójca #2: Machina śmierci" - "Na tym właśnie polega moja praca. Na zabijaniu czasu... a czasem ludzi."


"Ryjówka przeznaczenia" - "Poszczęściło mi się! Jajko z niespodzianką!"


"Papa Musta na regale: 4 historie w komiksie + epka" - "Przede wszystkim musiał pozbyć się pokus, przez które wciąż na nowo lądował w szponach nałogu"


"Triceps" - " (...) zapomniane cmentarzysko. Uwielbiam to miejsce. Jest takie spokojne i ciche."


"Problem #2" - "Zrozum człowieku! To są murarze i czasem mogą coś chlapnąć po chamsku."


"Byle do piątku trzynastego" - "Naprawdę, było wyśmienicie! W ogóle cały dzisiejszy dzień był świetny."


"Żywe trupy #15: odnajdujemy siebie" - "Naprawdę, chłopaki, nie ma o czym mówić."


"La Masakra" - "No właśnie kurwa tak!"


"Yorgi: Hipnagogiczny stan Yorgiego Adamsa" - "Ale za to seks jest bezpieczny. Ha Ha Ha."


"Bez końca" - "Nie wpierdalaj się, to boski plan."


"Szlurp i Burp: Bezdomne wampiry" - "Aj! Pycha! Czujesz? Czysta hemoglobina."


"Ostatni wynalazek" - "...ale czy palenie papierosów i podglądanie pani Gocławskiej to najlepszy sposób na nudę dla piętnastolatków?"


"Bestiariusz słowiański, czyli rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach" - "Zapraszamy do podróży śladami opowieści naszych przodków, mitów pełnych słowiańskiej magii, tak rzadko obecnej we współczesnej polskiej kulturze."











Crimson Ghost

środa, 25 stycznia 2012

Po wczorajszym koncercie: Murphys na dziś

Rzadko coś piszę po koncertach, ograniczam się raczej do klipu kapeli. Tym razem jednak będzie mała adnotacja na temat repertuaru. Można było się spodziewać, że Dropkick zagrają materiał głównie z dwóch ostatnich płyt. Zagrali świetny, energetyczny koncert, z super utworami, ale... Wystarczyłoby około 30 min. i zmieściłyby się hiciory, na które nie tylko ja chyba czekałem: Tessie, Rocky Road to Dublin, Forever, Fields of Fortune, Wild Rover, Black Velvet Band, Dirty Glass, For Boston czy Warrior's Code (o Good Rats, Bastards on Parade i Caps and Bottles nie wspominam, bo to raczej moje ulubione, a nie większości).



Crimson Ghost

sobota, 21 stycznia 2012

niedziela, 8 stycznia 2012

Najprzypadniejsze komiksy roku 2011

2011 - piękny komiksowy rok, który upłynął mi pod znakiem głównie polterowej działalności. Ta zmobilizowała mnie też do pRzYpAdKoWaNia częstszego (niż w 2010), acz może mniej treściwego. Tradycyjnie już postanowiłem napisać o komiksach najlepszych w danym roku. To te tytuły, które przy każdej przeprowadzce sobie zostawię i nie sprzedam tylko ze względu na zbyt dużą ilość innych rzeczy do przeprowadzenia. Zaczynamy:

Polska: Czasem, Scientia Occulta, Uczeń Heweliusza, Fotostory, Szkicownik KRLa, Rewolucje #6, komiksy Sławomira Lewandowskiego, Jazda!, The Very Best Off The Ziniols


Mam nadzieję, że niczego nie pominąłem. Ewentualnie dodać do tej listy można jeszcze Szelki i Nienawidzę ludzi.


Jeśli chodzi o ziny, to czytam je sobie zrywami. Czasami po prostu nie mam ochoty przebijać się przez na ogół hermetyczne żarty, a czasami mam. Zin Łukasza Kowalczuka przyciągnął mnie tytułem, a od tej hermetyczności jest w zasadzie wolny. O ile pierwszy numer był nierówny, to drugi kopie w głowę całościowo. Będę zrzędził o tę kopertę, której brak przy dwójce, ale to takie tam pierdolety nie ma co aż tak bardzo się świgać, choć forma edytorska i jakiś fajny pomysł na nią podnoszą zwykle moją ocenę danej publikacji. Dwójka Nienawidzę jednak nie potrzebuje ozdobników. Przyznaję, że najbardziej trafiają do mnie bezpośrednio związane z tytułem opowiastki z hc morałem – o ściąganiu muzy z netu, o niesprzątaniu psich kup. A propos tych kupali, które czworonogi walą gdzie popadnie, co szczególnie przeszkadza w dużym mieście, to widziałem i czułem jedną gorszą rzecz, niż polskie pełne kasztanów ulice – w Wiedniu na ten przykład natrafiłem raz na ogromny plac-piaskownicę, ogrodzony, który służył psiakom za łazienkę. Wyobraźcie sobie tylko ten zapach, który roznosił się w okolicy… W Budapeszcie było jeszcze ostrzej – plac-piaskownica była czymś rozmiarów kilku kuwet. Tam koncentracja dobroci była jeszcze… bardziej skoncentrowana. No więc konkludując - bardzo podoba mi się podejście do tematu takich drażniących „koszmarków” autora Nienawidzę. Niby skromnych rozmiarów broszurka, ale pełna bezkompromisowych treści.

Z publikacji DIY jest jeszcze Sławomir Lewandowski i jego „zeszytówki”. Idea zeszytówki jest naprawdę fajna, bo takie komiksy czyta się dobrze w drodze, nie kosztują dużo i łatwo do nich wrócić. Sławomir Lewandowski będzie bohaterem większego arta, przed którego rozpoczęciem odbywam aktualnie długie sesje koncepcyjnego myślenia, ale w podsumowaniu należy mu się miejsce honorowe, bo absurdalne i przewrotne historyjki z Dzikiego Zachodu, czy też podobne w wymowie, powiedzmy, Problemy, zdały mi się bardzo świeże. Niby takie wykrzywianie rzeczywistości już „gdzieś tam” było, ale mam wrażenie, że u Lewandowskiego przybiera ono formę bardo dostępnego, choć ostro porypanego, komiksu, który jest „kontestujący”, niezależny, ale może też dotrzeć do publiczności nie przegrzebującej undergroundu komiksowego. Czyli klasyczny komiks „w rozkroku”, podczas lektury którego można śmiać się do rozpuku i z niedowierzania na zmianę. Do tego jeszcze bardzo udana forma zeszytówki – bez blogowych akcji, bez szumnego nakładu. Jak autor udźwignie wysoko postawioną w 2011 poprzeczkę?


Co do Szelek, to napiszę tylko, że nie czekałem specjalnie na kontynuację Szminki, ale… Szminkę zapamiętałem jako pretensjonalny albumik, niepotrzebnie epatujący skrzywieniami seksualnymi i przemocą. Opinia ta zupełnie zmieniła się po latach (wytnij słowo „niepotrzebnie”, reszta pozostaje), kiedy po Szelkach postanowiłem sobie Szminkę przypomnieć. Krwawa, mięsista historyjka w oparach dymu papierosowego. Krwawy thriller. Szelki można sobie przeczytać bez znajomości Szminki. Wtedy wejdziemy niejako w historię zabójcy gdzieś w środku całego zamętu. Ja bardzo lubię takie kaskaderskie popisy – tzn. np. oglądanie filmu od 34 minuty, dajmy na to, kiedy muszę sobie sporo rzeczy zrekonstruować, żeby wiedzieć „o co cho”. Siła Szelek tkwi w tej niezależności i zależności fabularnej jednocześnie, w ciekawie skonstruowanej gadanej historii i możliwości obserwacji brudów, które stoją za śledztwem. I w grafice. Kiedy porównamy Szminkę i Szelki pod kątem grafiki, zobaczymy, że to są jednak lata świetlne różnicy w malarskości. Zdecydowanie trzeba mieć na półce.

Szkicownik KRLa był wspaniałym prezentem dla fanów. Nie zamierzam już dyskutować z antagonistami (chyba bardziej osoby KRLa, niż jego komiksowych umiejętności) na temat wartości tej publikacji. ATY wydało fantastyczny prezent – z pewnością bardzo „osobisty”, dla samych siebie i autora, ale okazało się (sądząc po reakcjach zwykłych, komiksowych fanów), że także dla sporej rzeszy innych maniaków. I tylko tak, bez niepotrzebnego zacietrzewienia, należy ten albumik oceniać. Cudo.

Jazda! i The Very Best Off The Ziniols to kolejne jasne punkty roku 2011. Jazda! to naprawdę fajny komiks, fajna inicjatywa, skierowana do szerokiej publiczności i dobrze, na poziomie, zrealizowana. The Very Best Off The Ziniols z kolei, to publikacja zbiorcza i selektywna, która ze względów kronikarskich musiała kiedyś powstać. O ile kolejne numery Ziniola były nieograniczonym poligonem doświadczalnym, o tyle zbiorek sięga po te najbardziej udane manewry. Podobno wydawca chciał po prostu zebrać Ziniole jak leci i puścić cegiełkę. Chyba jednak dobrze, że była selekcja. Jak na mnogość zaprezentowanych historyjek, to zaskakuje ogólny wysoki poziom i brak jakichś rażących jakościowych wpadek, tudzież, pozostając w metaforyce militarnej, niewypałów.

Powyżej opisane i wskazane tytuły (i chyba jeszcze kilka innych) brałem pod uwagę przy układaniu polskiego TOP 5 (wtedy jeszcze myślałem, że ma być osobno polskie i zagraniczne) dla Cyfrowego Ziniola, które ostatecznie wyglądało tak (wklejam całość, bo do ogólnego TOP 5, polsko-zagramanicznego, trafił tylko jeden polski komiks):


1. Czasem – mam dziwne wrażenie, że w zachwytach nad tym komiksem nie jestem odosobniony. Przydałby się jakiś głos krytyczny, jakiś mały minus, żeby autorzy sobie nie myśleli, że są tacy doskonali. No ale ja nie znajduję w sobie pokładów inteligencji, które by mi pozwoliły na wygłoszenie takiego sądu. Świetna, pomysłowa opowieść z przesłaniem, w której autorzy opowiadają razem i nie ma sensu rozbijać tego komiksu na rysunek i scenariusz. To jakby tej hydrze uciąć jedną z głów. Ryzykowne. Chcieliście potwora, to macie Pana Janusza i Mr Podolca. Tak jak od pierwszej strony „Łaumy” nie miałem wątpliwości, że czytam coś, co będzie dla mnie komiksem roku, tak i było od pierwszego miesiąca „Czasem”. Komiks o obsesjach, lenistwie i płynących z tego konsekwencjach. Komiks o człowieku.
2. Fotostory: zanim zaczniemy – w zeszłym roku było „OS”, a teraz jest jego dojrzalsza wersja. Czasami w podobnym klimacie, czasami uciekająca od tego klimatu, ale ponad wszystko jednak oryginalna. Opowieść o życiu ze wspaniałymi anegdotami do powtarzania przy piwku. Chwalmy ten komiks i mówmy o nim gdzie tylko się da, to może na spotkanie z autorami po wydaniu drugiego tomu przyjdzie ktoś więcej oprócz prowadzącego, wydawcy, jednego fana i autorów.
3. Scientia Occulta – znakomity komiks środka z odniesieniami dla wtajemniczonych, ale też i do czytania dla nieobeznanych z serialami i wiedzą ezoteryczną. Ja plasuję się gdzieś pośrodku stawki i bawiłem się znakomicie przy lekturze. Zabawne, sprawne, lekkie, wielokrotnego użytku.
4. Uczeń Heweliusza – komiks dla każdego; komiks, który uczy nie wprost. Komiks ślicznie narysowany i inteligentnie napisany. Co? Jeszcze go nie czytaliście? Są rzeczy na tym świecie, o których astronomom się nie śniło…
5. Rewolucje #6: Na morzu – zanosi się na to, że w odstępach rocznych będziemy dostawać kolejne tomy „Rewolucji”, a zatem jeden pewniak do rocznych podsumowań załatwiony. Wierzycie, że ta dwójka spadnie poniżej pewnego poziomu? Bo ja nie. W tym tomie dostajemy opowieść o morskiej przygodzie, którą wieńczy krwawy finał. Dowiadujemy się też, że to orkiestra opuszcza statek jako ostatnia. I jedyna.

Zagranica: Trzy palce, Mglisty Billy, Uzumaki Spirala, Pluto, Lincoln, Detektyw Fell, Pinokio, Long John Silver

O, tutaj było dla mnie zaskakująco łatwo wybrać piątkę. Do listy powyżej dodaję jeszcze Żywe Trupy – ta seria trzyma poziom, każdy już chyba wie, że to sama dobroć, ale… Ten rok musi przynieść zmiany i dążenie ku końcowi serii ŻT, do jakichś wyjaśnień a propos pojawienia się zombiaków. Niech już nawet będzie ten pomysł, który przekonał Image do wydawania komiksu – niech zombiaki będą plagą z kosmosu, która miała osłabić ziemię i ułatwić inwazję kosmitów oraz podbój naszej zielonej planety.


Ogólnie łamię swoją zasadę niewyróżniania serii komiksowych, ale to zasługa jakości tych seriali – Pluto to dla mnie strzał między oczy, Detektyw Fell, Lincoln i Long John zapowiadają się równie znakomicie. I ta różnorodność – Pluto o robotach (i choć twierdzę z całym przekonaniem, że te niezwykłe roboty to przykrywka superhirołów, to jednak przykrywka zabierająca nas w podróż w zupełnie inne rejony refleksji i problematyki dużo bardziej kwestionującej szeroko pojętą moralność), Lincoln o kowbojach (humor słowny, humor rysunku, kreacja głównego bohatera i towarzyszących mu Boga i Diabła – trzeba czytać BARDZO uważnie, żeby nie przeoczyć nic i nie uznać tego komiksu za przeciętniaka, którym z całą pewnością nie jest; a w kolejnych tomach się będzie działo – znam już wyrywkowo 3 i 4, które złożą się na drugie zbiorcze wydanie polskie), Long John o piratach (twórczo kontynuujemy Wyspę Skarbów, sprawnie żonglując postaciami znanymi; no i prześliczne okładki; Wojtku Birku – moja Kasia zazdrości tłumaczenia komiksu o piratach i złości się, że to nie ona dostała ten komiks do tłumaczenia) i Detektyw Fell o porypańcach za mostem, w Snowtown (znakomita horrorowa atmosfera, która przypomina mi filmowy Silent Hill, czy 30 dni nocy, ciężkie historie, dobre monologi – czekam na kontynuację).

Poniżej TOP 5 w kolejności od najprzypadniejszego komiksu, podobnie jak w polskim TOP 5:

TOP 5 zagranica:
1. Trzy palce – absolutny król polowania. W dziennikarski sposób, przy akompaniamencie gadających głów, poznajemy tajemnicę animowanego przemysłu filmowego. Spisek, intryga, krew, rozczarowania. Zajrzyjcie za te kulisy, bo naprawdę warto znać.
2. Pinokio – wszystko tu jest: wpisany w inne ramy czasowe i pole odniesień klasyczny bohater, wycieczki w podświadomość z karaluchem, graficzna podróż przez historię komiksu. Wszystko ma swoje miejsce i uzasadnienie. Wyobraźnia, kreatywność i oryginalność pomysłów. Więcej się da wycisnąć z tematu drewnianego chłopca?
3. Mglisty Billy – o dzieciństwie w ramach wyobraźni dziecka. Wystarczy zdjąć okulary i zanurzyć się w świat opisany przez małego Billy’ego. Bogactwo formy i treści w przepięknym wydaniu. Kochane wydawnictwo POST – przemawiajcie częściej!
4. Uzumaki – horror w podsumowaniu rocznym? Dżizas, chyba tylko komiksiarze są w stanie uznać wartość horroru i dać go w podsumowaniach. Powiedzmy sobie szczerze – ten gatunek raczej krytycy mają w głębokim poważaniu. W sumie nie do końca przekonuje mnie zakończenie, ale groza niewyjaśnionego i szereg splaterowych rozwiązań zrobiły mi dobrze.
5. Pluto – zasadniczo serii nie premiuję w podsumowaniach rocznych, ale „Pluto” się załapał w tym roku, bo dostaliśmy cztery tomy, a na podstawie tak pokaźnego materiału można sobie zdanie wyrobić. Wyrobilem i uważam, że obok „Żywych trupów” nie mamy lepszej serii publikowanej w Polsce. Niby te roboty w społeczeństwie działają trochę na zasadzie superbohaterów, ale podstawcie sobie trykociarzy pod nich i zastanówcie, czy ładunek emocjonalny wydarzeń, których jesteśmy świadkami, będzie taki sam? Nie będzie. Obyśmy w 2012 szczęśliwie zakończyli serię, to w zagranicznych komiksach też będę miał jednego pewniaka do TOP 5.

Przed 2011, patrząc na listę premier, myślałem, że będę miał problem z wyborem komiksów do podsumowania, ale kilka tytułów bardzo mnie rozczarowało i ostatecznie nawet nie brałem ich pod uwagę w szerokiej grupie kandydatów. Nie ma tu jednak miejsca na negatywne emocje (gra dziś WOŚP!), więc zamilknę w temacie. W poprzednim wpisie wskazałem Kolorowe i Ziniola jako miejsca, gdzie się z podsumowaniami 2011 udzieliłem. Teraz jeszcze tylko redakcyjne polterowe i można zacząć robić listę za rok 2012, który zanosi się niezwykle emocjonująco.

Fantasma Encarnado vel Crimson Ghost

czwartek, 5 stycznia 2012

pRzYpAdKiEm tOmY

No to się udzieliłem na kolorowo - zerknijcie.

A wcześniej na ziniolowo - zerknijcie też.

A już niedługo na pRzYpAdKoWo :D

Witajcie w Nowym Roku.

Crimson Ghost