czwartek, 28 lutego 2008

…from Portugal, with love 00



Honey Talks. Comics inspired by painted beehive panels

W lizbońskiej Bedetece niedawno zakończyła się wystawa, która miała przybliżyć publiczności pewien słoweński fenomen: otóż jedną z gałęzi tamtejszego przemysłu, na której można było w swoim czasie się wzbogacić, była hodowla pszczół i wytwarzanie miodu. Z hodowlą pszczół związana była pewna sztuka ludowa, polegająca na malowaniu drewnianych tabliczek, które zdobiły ule. Tabliczki te, każda z innym motywem, znajdowały się przy wlocie i miały wskazywać pszczołom ten, do którego należały. Zajmujący się hodowlą pszczół słoweńscy wieśniacy umieszczali na nich motywy biblijne, fragmenty legend oraz wszelkiego rodzaju scenki rodzajowe. Czasami układały się one w całą historię, opowiedzianą obrazem. Jeśli weźmiemy pod uwagę prostokątny kształt tych tabliczek oraz przypadki, kiedy za pomocą znajdujących się koło siebie obrazków opowiadano historię, to zrozumiemy, że mamy do czynienia z czymś zbliżonym formą do komiksu. Jeśli natomiast uważamy, że komiks to język, w którym można opowiadać historie i umieszczać je na dowolnym nośniku (forma książki będzie zatem dla nas jednym z fizycznych obiektów, które mogą prezentować nam historie opowiedziane tym właśnie językiem, ale nie jedynym; np. Scott McCloud w książce Reinventing Comics pokazywał w jaki sposób język komiksowy może adaptować się do medium jakim jest Internet i jak może wzbogacać swoją formę poprzez wykorzystanie interaktywności tego medium; innym przykładem opowiadania historii w języku komiksu jest według mnie projekt Post-It, polegający na tym, że na kwadratowych karteczkach, których używamy dla zaznaczania stron np. w książkach, grupa portugalskich rysowników umieściła historyjki w obrazkach, które zostały przyklejone na ścianie galerii YRON w Lizbonie- obrazki są ułożone w logicznej sekwencji, czytane od lewej do prawej opowiadają historię, a od komiksu rozumianego tradycyjnie, jako publikacja drukowana, różnią się nośnikiem), wówczas tę słoweńską gałąź sztuki ludowej możemy włączyć w rozważania historyczne nad formą komiksu. Według przedstawicieli Muzeum Etnograficznego w Ljublanie, pierwsze tego typu malowane tabliczki pojawiły się w połowie XVIII wieku, a rozkwit rzemiosła miał miejsce między 1820 i 1880 rokiem. W początkach XX wieku aktywność na tym polu stopniowo zanikała. Na ogół malowali je sami hodowcy pszczół, ale zdarzały się przypadki, kiedy zajmowali się tym również wyedukowani malarze. I właśnie to zainspirowało grupę artystów związanych ze słoweńskim Stripburgerem do stworzenia komiksów opartych na motywach pojawiających się na tabliczkach. Jeden z nich zupełnym pRzYpAdKiEm na pchlim targu w stolicy Słowenii trafił na taką tabliczkę. Wystawa, która trafiła do Lizbony, objechała już wiele krajów (nie wiem czy trafiła do Polski, być może, ale jeśli tak to albo o tym zapomniałem, albo nigdzie na taką informację nie trafiłem). Sama ekspozycja została pomyślana bardzo fajnie: w antyramach pokazano oryginalne plansze z komiksów inspirowanych tabliczkami (panelami?), a obok nich, na sznurku dyndały sobie radośnie komiksy. Cała zawartość wystawy została opublikowana w formie komiksu w 2006 roku (latem tego roku spędzałem na Słowenii wakacje, ale nie trafiłem na tę publikację, mimo że jako komiksowy maniak oczywiście poświęciłem trochę czasu na zaznajamianie się ze słoweńskimi publikacjami komiksowymi). No prawie cała, bo wystawę wzbogaciły oryginalne tabliczki oraz inspirowane nimi, ale pomalowane współcześnie. Komiksy zostały opublikowane w dosyć ciekawej formie: są prostokątne, wielkości oryginalnych drewnianych tabliczek i na okładce mają małe wcięcie, które w rzeczywistości służyło pszczołom za wejście. Całość (9 komiksów) została umieszczona w kartonowym pudełku i kosztuje 22 euro. Jeśli gdzieś traficie na tę publikację, szczerze polecam. Jeśli będziecie mieli okazję zobaczyć wystawę, również polecam. Obcowanie z tego typu formami wzbogaca wyobraźnię, poszerza horyzonty i pokazuje jak z otwartą formą komiksu można eksperymentować.

qba

piątek, 22 lutego 2008

pRzYpAdKoWa recenzja 01





W związku z długo oczekiwaną premierą Najgorszej Kapeli Świata (tak, od dzisiaj w sklepach!) przypominamy recenzję, która w Przekroju ukazała się… w październiku 2007.



qba

środa, 6 lutego 2008

Słowo (porada) vs Obraz 03: Samo Zdrowie vs Rorschach

Rorschach:

Porada dla Rorschacha:

plamy na skórze - jak je usunąć

Przebarwienia na twarzy, dekolcie i dłoniach szpecą i postarzają. Pozbądź się ich. Im szybciej zaczniesz, tym łatwiej ci pójdzie.
Plamki barwnikowe na skórze ma co trzecia trzydziestolatka i niemal każda kobieta po pięćdziesiątce. Przebarwienia to najpopularniejsze "pamiątki" z wakacji, a te z poprzedniego sezonu latem zawsze ciemnieją. Zabierz się wreszcie za odplamianie: wypiękniejesz i odejmiesz sobie lat! Na początek warto sprawdzić u dermatologa, jak głęboko umiejscowiły się w skórze przebarwienia: lekarz bada to przy pomocy specjalnego urządzenia, lampy Wooda. Plamki położone płytko rozjaśni kuracja wybielającym kremem, z pozostałymi poradzi sobie tylko seria zabiegów przeprowadzonych przez fachowca.

PS: Rorschach to mój ulubiony bohater Strażników. To tylko żart ;-)
qba

niedziela, 3 lutego 2008

Artykuł z Jaskini Nietoperza


Mark Cotta Vaz Tales of the Dark Knight. Batman’s first fifty years: 1939-1989

Tak, zgadza się, oprócz komiksów czytamy też (czasami) książki. O komiksach rzecz jasna. Tę w swoim ciężkim worku dostarczył mi pod choinkę przypadkowy Czerwony Grubas. I właśnie wczoraj, 25 stycznia 2008, skończyłem lekturę. Pytacie jak wrażenia? Mroczne rzecz jasna.

Książka ukazała się w 1989 roku i była jedną z publikacji-prezentów na 50 urodziny Batmana. Jest to próba opisania jego całego świata i zmian, które zachodziły na przestrzeni 50 lat jego kariery. 20 rozdziałów, tworzących interesującą opowieść, to podróż w czasie: pierwszy występ Batmana w Detective Comics #27 z maja 1939, Batman w latach wojny, w czasach załamania rynku komiksowego, w erze s-f, w latach osiemdziesiątych… A postać ciągle trwa na swoim posterunku. Autor wskazuje również na inspiracje innymi bohaterami przy tworzeniu postaci Batmana. Ponadto bardzo ciekawie wiąże realne wydarzenia historyczne z ich wpływem na sam komiks (jego kształt oraz charakter). Oprócz tych rozdziałów historycznych, pokazujących Batmana w kolejnych dekadach, mamy też kilka zagadnień, hmm, bardziej tematycznych: miłości Batmana (But all the women Batman has known have helped soften the brutal edge of his obsessed life. None of their sweet songs of love have captured the heart of the Dark Knight- but they will always haunt him), wrogowie Batmana (szczególnie polecam rozdział Obsession, poświęcony w całości… Jokerowi rzecz jasna), Batman wojownik, Batman detektyw, jaskinia. Niewątpliwie na plus ksiązki należy zapisać również dużą liczbę ilustracji do każdego opisywanego zagadnienia oraz wkładki z wybranymi kolorowymi okładkami serii. No i oczywiście jest tu sporo ciekawostek. Przyznam jednak szczerze, że części z nich wolałbym nigdy nie poznać… Dowiadujemy się (no przynajmniej ja się o tym dowiedziałem dopiero z tej ksiązki), że Batman na samym początku używał broni i zabijał swoich wrogów... Uff, ja się cieszę, że dosyć szybko z tego zrezygnowano. Chociaż w tych ciekawostkach bywa i śmiesznie: Batman i Robin wznoszący toast za udaną akcję… mlekiem. Bywa też po prostu… ciekawie: podobno decyzję o uśmierceniu Jasona Todda, drugiego Robina, pozostawiono czytelnikom (a ci głosowali „za”- 5343:5271).

Ogromny plus należy się autorowi za przytoczenie wypowiedzi Boba Kane’a, w której ten wspomina Billa Fingera i sugeruje, że przy twórcach postaci Batmana powinno się znaleźć i to nazwisko [szerzej na temat Billa Fingera i jego wkładu w tworzenie Batmana pisał Jim McLauchlin w artykule Zdemaskowany Batman, przedrukowanym z Wizarda w Świecie Komiksu #35 (luty 2004)]. Jest też ciekawy fragment poświęcony pierwszej serii telewizyjnej (z Adamem Westem) oraz kinowej wizji Tima Burtona, która w kapitalny sposób oddała atmosferę komiksu oraz duszę postaci.

Publikacje tego typu niektórzy uważają za dziecinne i mało atrakcyjne dla czytelników. Ale już dla wielbicieli postaci są to kąski. Mi się ta książka podobała. Oczywiście czasami autor pisze w tonie dosyć patetycznym, ale w ogólnym rozrachunku to uchodzi. Wielkim krokami zbliża się siedemdziesięciolecie postaci Batmana i zobaczymy jakie niespodzianki związane z Mrocznym Rycerzem zaserwują nam jego uczniowie. Wszak lata 90 i początek XXI wieku to w historii Batmana wspaniała era: kapitalne opowieści o mrocznym rycerzu duetu Loeb/Sale, Elsworlds w interpretacji Kelley’a Jonesa, seria ciągnięta przez tercet Moench/Jones/Beaty, Knightfall, Knightquest, Knightsend i wiele innych wydarzeń, które czekają na opisanie.



qba