czwartek, 4 czerwca 2009

Splot pRzYpAdKu c.d.



Kilka słów od Kuby na początek:

Witam wszystkich!

Po wydłużających się w nieskończoność oczekiwaniach 06 i ostatni numer
Splotu wreszcie się ukazał. I to jest ta dobra wiadomość - zła jest
taka, że niestety nie ukazał się na papierze, tylko w formie cyfrowej.
Niestety, nic nie mogliśmy na to poradzić (...).

Wszystkich, którzy chcieli zobaczyć swoje teksty na papierze,
serdecznie przepraszam. Sam jestem tą sytuacją rozczarowany i
sfrustrowany. Niektórzy z Was pytali, kiedy będzie można puścić info
o sieci - odpowiadam, że już można i dołączam grafikę jak dostałem do
Agnieszki :)


A teraz komentarz Jakuba:

Publikacja papierowa jest bardziej poważana. Bardzo często stykam się z taką opinią i z takim traktowaniem tekstów „wieszanych” w sieci, tzn. z deprecjonowaniem ich znaczenia. Czasami już nie mam siły walczyć z tego typu stereotypowym myśleniem. Przy rosnącym potencjale, zasięgu, a co za tym idzie znaczeniu samego Internetu, takie rozumowanie jest nie na miejscu. Mimo tego szkoda, że Splot zakończył swoją przygodę z papierem. Cos się kończy, coś się zaczyna, a jak ludowa mądrość głosi, nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dostęp do Splotu drukowanego był utrudniony. Uważam że pismo prezentowało wysoki poziom i przekrojowo zajmowało się kulturą i sztuką. Taki przegląd mi odpowiadał. W wersji elektronicznej zwiększy się jego dostępność dla czytelników, to pierwszy plus. Drugi to taki, że Splot elektroniczny będzie mógł szybciej reagować na to, co jest pokazywane w kinach, teatrach, na to, co się ukazuje drukiem, etc. Będzie „aktualniejszy”. Plusów jest zapewne więcej, niektóre ujawnią się już „w praniu”. Rzekłem.

qba

2 komentarze:

Daniel Chmielewski pisze...

Mnie ciekawi jak młodzież gimnazjalna podchodzi do pism internetowych i papierowych. A nie mam okazji tego wybadać. Czy dla nich wygodniejsze i praktyczniejsze jest internetowe pismo? Czy wolą odetchnąć od ciągłego życia w sieci przy czymś bardziej naturalnym, jakim jest fizyczny obiekt? Pieprzyć te gadki o "szlachetności papieru". Bo tego się nie da jakkolwiek zbadać, zresztą to takie bezrefleksyjne hasło. Ale jest cała masa czynników, które wpływają na naszą percepcję i chęć poświęcenia czemuś trochę czasu.

To, co jest fantastyczne w internecie to to, że jak szukam jakiegoś słowa, czy hasła, to wciskać ctrl+f i znajduję, a nie muszę godzinami wertować książki, mając nadzieję, że w niej jest to, czego szukam.

Z drugiej strony, jak jest długi artykuł, to albo go sobie drukuję, albo pobieżnie go czytam, bez takiej dokładności, z jaką to robię przy papierowej wersji.

Fantastycznym pomysłem jest dla mnie taki "Look", gdzie masz magazyn, a jednocześnie filmiki, muzykę, wywiady nagrane, a nie napisane. Z drugiej strony nie dałoby się co miesiąc wypuszczać takiego Looka o objętości normalnego papierowego magazynu, bo nikomu by się nie chciało przez to przebrnąć. Dlatego w każdym numerze w każdym dziale jest tylko jeden artykuł.

Jest to bardzo skomplikowana kwestia, warta rzeczowej dyskusji, zwłaszcza z młodszymi, którzy urodzili się w świecie internetu i nie pamiętają świata z przed. To jest przecież totalnie inna percepcja, z której nie zdajemy sobie sprawy.

mtz&qba pisze...

fakt, trzeba pogadać z młodszymi na ten temat. Np. Metzen, współwłaściciel tego bloga by sie mógł wypowiedzieć, to jest inne pokolenie już niż ja, bo jest młodszy ode mnie o 11 lat :-)

Przy czytaniu długich tekstów w sieci bardzo szybko ucieka koncentracja, dlatego też kiedy widze jakąś dłużyznę, to zostawiam ją na początek następnodniowej prasówki, żeby czytac na świeżaka. Czasami tez drukuję, ale to na ogół teksty naukowe/ eseje naukowe, rzeczy o większym stopniu skomplikowania.

Niby internet jest taki fajny, ale fizycznie męczące staje sie czytanie długich tekstów z ekranu. Tylko, że zmiennych, które na to wpływaja jest bardzo dużo- bo jak ja pracuję cały dzień przy komputerze, a zdarza mi się to bardzo często, to rozrywki/oddechu szukam w odruchowy sposób po wyłączeniu kompa. Wyłączam go i siegam po komiks, ksiazkę, idę coś ugotwać, pogadac z kimś. A jak pracuję nad książkami, albo mam sporo zajęć do prowadzenia na uczelni, to wracam do domu i pierwsze co robię, to włączam kompa, żeby dowiedziec się, co w naszym światku komiksowym słychać. Myslę, że tak ma wiekszość ludzi, nawet gimnazjaliści, bo to wynika z jakichs naszych ograniczeń "fizycznych".

ctrl+f jest bardzo wygodny, to taka udoskonalona wersja indeksów haseł w książkach.